Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święta. Pokaż wszystkie posty

25 grudnia 2011

Świątecznie.

Kochani! 
Z okazji Świąt życzę Wam wszystkim zdrowia,
spokoju ducha, wszelkiej pomyślności, radości,
spełnienia marzeń, ciepła duchowego i miłości.
Życzę Wam, aby dobro i życzliwość bliskich Wam ludzi rozgrzały Was wewnętrznie.
Pozdrawiam was serdecznie i przytulam do serducha.
Wesołych Świąt!











 

26 grudnia 2010

Jak w krzywym zwierciadle...?

Święta... Święta... W sumie dla mnie wewnętrznie trochę dziwne święta. Jakbym chodziła lekko nieprzytomna i zdziwiona. Od kilku lat spędzamy święta zimowe na kupie i co roku właściwie łóżek i miejsc do spania brakowało. Zwykle włóczyłam się nocą po domu mojej siostry, usiłując znaleźć sobie w miarę spokojne miejsce do spania, żeby móc się położyć, zwinąć w kłębek, ale jednocześnie, aby nikt się o mnie nie potykał. Kładłam się zwykle na korytarzu na piętrze, koło grzejnika i schodów - ciepło, spokojnie i nikomu nie przeszkadzałam, bo nikt się o mnie nie potykał, a i moja bezsenność też innym nie dawała się we znaki.
 
W tym roku nie dość że trafiło mi się normalne łóżko, to jeszcze i pokój... Poczułam się tak dziwnie, jakby mnie ktoś czymś uderzył, otrzeźwił... Rodzina się kurczy... Kolejne osoby odchodzą na drugą stronę, a nikogo nowego nie przybywa.
 
Nie mogłam spać. Kręciłam się w nocy w łóżku, budziłam się co chwilę, snułam się po domu, a gdy nadchodził ranek otwierałam oczy, łudząc się, że usłyszę kroki mamy na dole, że usłyszę jak wstaje pierwsza ze wszystkich i parzy sobie kawę... Łudziłam się, że ciocia przyjedzie na święta... albo że chociaż zadzwoni... Przecież stąpam twardo po ziemi, nie żyję marzeniami, złudzeniami, pragnieniami, a skąd nagle coś takiego? 
 
W Wigilię nie mogłam już dłużej powstrzymywać łez. Płakałam długo ojcu w rękaw, nie potrafiąc się uspokoić. Żal i tęsknota... Ta przejmująca świadomość, że mamy na tym świecie już nie zobaczę, że ciocia naprawdę odeszła w moim domu i ten przedświąteczny pogrzeb nie był złym snem... Ścisnęło mi się serce. 
 
Ostatnio chyba bardziej jakoś potrzebuję towarzystwa, obecności innych ludzi, może nawet bliskości... Czuję się jak żebrak, błagający o bliskość, o dotyk, może nawet o miłość... I chyba drąży mnie samotność. Dziwne. A przecież wcale nie czuję się nieszczęśliwa. 
 
Tęsknota potrafi zeżreć nasze wnętrze jak najgorszy robak. Trawi je niczym płomień drewno... 
 
Czy dobro naprawdę do nas wraca? A może dobro to już przeżytek i wcale nie należy myśleć o innych, tylko o sobie, wyłącznie o sobie... Może miłość zastępuje wygodnictwo i chęć niebycia samemu... Może ten świat już stoi na głowie, a wszystko co dobre przyjmuje postać karykaturalną, jak w jakimś krzywym zwierciadle...?

24 grudnia 2010

Czas świąteczny.

Cicha noc... posnęli wszyscy u góry i na dole. Słychać tylko szybkie klikanie klawiszy w komputerze i spokojne oddechy moich bliskich. Za oknem czasem zaszczeka pies, czasem wiatr wciśnie się między gałęzie, ale noc jest cicha.
 
Cóż mogłabym podarować moim bliskim? Kolejną książkę, grę czy sweter? Może jakiś najnowszy wyszukany gadżet? Może dzieci zasypać pieniędzmi? Może... Tylko ile są warte rzeczy, drogie prezenty, jeśli gdzieś w pędzie przygotowań świątecznych, w pielgrzymce odwiedzin, zasiedzeniu przy zastawionych stołach zgubimy ducha świąt? Zgubimy ten najważniejszy ich wymiar? 
 
Coraz częściej ludzie próbują rekompensować prezentami, pieniędzmi brak czasu dla bliskich, brak miłości, brak zainteresowania, brak dania kawałka siebie drugiemu człowiekowi. 
 
Czas ma zdolność kurczenia się i rozciągania, tylko jakoś często bywa tak, że rozciąga się i kurczy na odwrót. Kawałek naszego czasu, kawałek nas samych to najlepsze i najpiękniejsze, co możemy ofiarować naszym bliskim. Ciepłe słowo, czuły gest, szczery uśmiech.
 
Życzę Wam moi Kochani i Waszym bliskim zdrowia każdego dnia, spokoju i radości serca. Niech światło Gwiazdy Betlejemskiej oświetla Wam drogę wśród mórz codzienności. Życzę Wam czasu, czasu dla Was samych, czasu dla Waszych bliskich - rodzin, przyjaciół, znajomych. Życzę Wam miłości, nadziei, marzeń spełnionych i cudów codzienności.
Dziękuję Wam za każde słowo i chwile, które mi poświęciliście. Dziękuję za Waszą obecność. Ściskam świątecznie :)

15 grudnia 2010

Święta, święta...

Mróz ściął porządnie, białego lekkiego puchu codziennie przybywa... Mam nadzieję, że utrzyma się tak do świąt. Uwielbiam białe święta, kiedy wszystko wokół przykryte jest tą śnieżną pierzynką, a wszelki brudy i szarości są pochowane. Lubię też, gdy mróz szczypie moje policzki, a śnieg skrzypi gdy tylko krok zrobić. 

Uświadomiłam sobie, że za 9 dni będzie Wigilia i że zupełnie myślowo nawet nie jestem przygotowana. W tym roku jakoś tak nie mam ochoty na święta, smutno mi i refleksyjnie. Zresztą nie wiem jak miałyby wyglądać. Od kilku lat nie ma normalnych radosnych świąt, są podszyte łzami, strachem, niepewnością, tęsknotą, smutkiem. Czy te będą inne? Niestety nie, choć ja zrobiłabym wszystko, aby były, ale nie mam takiej mocy.

Tym razem ze względu na mój "szpital domowy", cała najbliższa rodzina będzie u mnie. Trudno to sobie wyobrazić na tak małym metrażu, ale w tym mieszkaniu już wiele razy bywało znacznie więcej osób. Chciałabym tylko, aby nie wisiał nam nad głowami smutek, aby w gardłach nie grzęzły wciąż łzy, aby choć trochę tej radości było, radości z czasu, który jest nam dany, który możemy razem spędzić. 
Myślę, że dobre jedzenie, pachnące domowe ciasto może w tym pomoże? Siedzę i tak sobie myślę, co też tym ludziom dać do jedzenia, aby nikt nie był głodny, aby każdy mógł coś zjeść. Wbrew pozorom, to nie takie proste gdy ograniczają nas różne diety, alergie i inne takie. Mam kilka pomysłów, mam też kilka asów w rękawie... Święta spędzę głównie w kuchni i mam tylko nadzieję, że zjedzone zostanie jedzenie, a nie ja... wzrokiem ;) Trochę bezpiecznie, trochę ryzykownie z potrawami... 

Moja rodzina to taki twór, który nie lubi nowości, nie lubi modyfikacji, nie lubi nawet, gdy coś jest trochę inaczej niż zwykle. Coś co wpasowuje się w gusta ich kubków smakowych, ale jest nowe i nazywa się jakoś tak, że kojarzy im się z udziwnieniem, bez spróbowania wydaje im się niedobre i od razu mają negatywne nastawienie. Czasem im nie mówię, co jest w potrawie, bo wcale by nie zjedli ;) A w całej rodzinie to ja właśnie uchodzę za tę dziwną, która kaszanki nie ruszy (ze względu na to, co daje jej ciemny kolor), mięsa je byle jak najmniej, a w kuchni wydziwia... Już dodanie rozmarynu do ryby pieczonej w folii na ruszcie jest dziwne... Żadnych nowości, udziwnień i nieznanych smaków. 

Pamiętam, gdy jednego roku na Wielkanoc robiłam ciasta... poza Mamą, reszta rodziny miała negatywne podejście, wyobrażając sobie nie wiem już co, a moje wytwory okazały się strzałem w dziesiątkę, a ojciec oszalał normalnie na punkcie babki pomarańczowej i wciąż by ją jadł. 
Sądzę, że i tym razem utrafię w ich smaki, ale nic im nie powiem. Jest szansa, że najpierw zjedzą, a później spytają, co to było ;) 

Jeśli o mnie chodzi to orzechy, czekolada, makowiec, kluski z makiem, zupa rybna i kapusta z grzybami w zupełności mi wystarczą. Mogłabym nic innego nie jeść przez całe święta. Aczkolwiek w planie jest dużo dużo więcej pyszności... 

Mam tylko nadzieję, że tegoroczne święta nie będą podszyte łzami...