Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harcerstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harcerstwo. Pokaż wszystkie posty

31 marca 2011

Było morze w morzu...

Odwiedziłam wczoraj moją przyjaciółkę. Kiedy jej malutkie jeszcze dzieci usnęły, usiadłyśmy sobie przy kawce zbożowej, a rozmowa jakoś tak zeszła nam na to, jaki wpływ miały na nas nasze zajęcia, gdy byłyśmy dziećmi, nastolatkami. Jak to nas ukształtowało, jak ukształtowało nasze rodzeństwo, znajomych, itd. 

Na nas obu swoje piętno odcisnęło harcerstwo. Każda z nas co innego jemu zawdzięcza, poza jedną rzeczą, którą obie mu zawdzięczamy... To właśnie przez harcerstwo poznałyśmy się bliżej, bo znałyśmy się z widzenia wcześniej i to właśnie w harcerstwie zaczęła się rozwijać nasza wieloletnia przyjaźń. 

Mój szary mundur zdjęłam dawno, schowałam do szafy... Krzyż leży w szufladzie... Bezpieczny. Czasem biorę go w dłonie, przyglądam się mu...
Jest taka piosenka... Przez kilkanaście lat mojej harcerskiej przeszłości prześpiewałam wiele różnych tekstów, ale ze wszystkich najbardziej lubię ten:

"Zielony płomień"
W dąbrowy gęstym listowiu
Błyska zielona skra,
Trzepoce z wiatrem jak płomień
Mundur harcerski nasz.
Czapka troszeczkę na bakier,
Dusza rogata w niej.
Wiatr polny w uszach i ptaki
W pachnących włosach drzew.

Tam, gdzie się kończy horyzont,
Leży nieznany ląd.
Ziemia jest trochę garbata,
Więc go nie widać stąd.
Kreską przebiega błękitną
Strzępioną pasmem gór,
Żeglują ku tej granicy
Białe okręty chmur.

Gdzie niskie niebo usypia
Na rosochatych pniach,
Gdziekolwiek namiot rozpinasz,
Będzie kraina ta.
Zieleń o zmroku wilgotna
Z niebieską plamką dnia.
Cisza jak gwiazda ogromna
W grzywie złocistych traw.

W dąbrowy gęstym listowiu
Błyska zielona skra.
Trzepoce płomień zielony
Mundur harcerski nasz.
Czapka troszeczkę na bakier,
Lecz nie poprawiaj jej.
Polny za uchem masz kwiatek,
Duszy rogatej lżej.


Od tygodnia śpiewam w kółko jedną piosenkę, którą uwielbiałam jako dziecko. Myślę, że wy też ją znacie ;) Nie wiem, czemu się do mnie przyczepiła, ale się przyczepiła. Skanduję ją na całe gardło w domu, a jak wieszam pranie na balkonie, to też się nie ograniczam. Ciekawe, kiedy sąsiedzi będą mieli dość... ;) Jak na razie piosenka odczepić się ode mnie nie chce. Znam ją w dwóch wersjach, ale śpiewam ciągiem, składając tekst w następujący sposób:

Było morze w morzu kołek
A na kołku był wierzchołek
Na wierzchołku siedział zając
I nóżkami przebierając śpiewał tak:

Moje nogi pachną cudnie
Rano wieczór i w południe
A najbardziej pachną latem
Zalatują aromatem zdechłych ziół

[Pachną pięknym aromatem
Tak jak ser szwajcarski latem]

Gdy powąchasz jedną nogę
To upadniesz na podłogę
Gdy powąchasz obie nogi
To nie wstaniesz z tej podłogi nigdy już

Było morze w morzu kołek
A na kołku był wierzchołek
Na wierzchołku siedział zając
I nóżkami przebierając śpiewał tak:

Łysy ojciec łysa matka
Łysy sąsiad i sąsiadka
I ja także łysy byłem
I się z łysą ożeniłem no i już

Łysy ksiądz nas błogosławił
Łysy organista grał
A po roku coś przybyło
I to także Łyse było tralalala...



Poza tym Czekoladka zapycha się czekoladą, wydając przy tym takie dźwięki.... i i ... .... Jakbym nigdy w życiu wcześniej czekolady nie jadła...

14 lutego 2011

"Mury" i "Konfrontacja".

Pojawiło się u mnie kilka nowych książek, kilka zostało mi oddanych... więc trzeba było trochę pokombinować z ich ustawieniem, pomieszczeniem, bo na moich siedmiu metrach kwadratowych prywatnej przestrzeni tylko dla mnie mieszka sobie jakieś 750 książek albo trochę więcej... ;) Nie są to wszystkie, które są w moim domu. Oprócz książek na tych siedmiu metrach jest całe mnóstwo innych rzeczy i wszystko ma swoje miejsce. Inaczej zginęłabym zawalona, zagracona i niczego bym nie znalazła. Mniejsza o to, dziś będzie o czymś innym.

Jest taka książka, a właściwie to dwie książki o żeńskiej harcerskiej konspiracyjnej drużynie w Ravensbruck: "Mury w Ravensbruck" Danuty Brzosko-Mędryk ( pisana jak powieść) i "Mury. Harcerska konspiracyjna drużyna w Ravensbruck" red. Andrzej Szefer (tu z kolei mamy zebrane opowieści harcerek, ich wiersze; książka jest jak dokument).

 Inicjatorką powstania "Murów" była Józefa Kantor. Drużyna zawiązała się w bloku 15 w obozie w Ravensbruck, w listopadzie 1941 roku. W drużynie było siedem zastępów: "Cegły", "Cementy", "Fundamenty", "Kamienie", "Kielnie", "Wody", "Żwiry". Członkinie drużyny odbywały zbiórki, zdobywały stopnie i sprawności harcerskie, odbywały ćwiczenia sprawnościowe; organizowały żywność, ubrania, leki; pomagały słabym, starszym i chorym; dbały o kobiety, które stały się ofiarą eksperymentów medycznych. "Mury" były siłą, nadzieją, ukojeniem. W jednej z książek znajdziemy także wiersze, które były pisane przez harcerki podczas pobytu w obozie.
Teresa Harsdorf-Bromowiczowa
"Konfrontacja"


Stoję i milczę. Oczy przerażone widzą tylko ciebie,
ale oni - tamci - patrzą w naszą stronę... mrugają na siebie...
Są aż przyjacielscy, mili, poufali.
Dwa ptaszki w potrzask złapali!
Teraz będzie szło.
No dalej, no!


Stoję i milczę. Nie!, to być nie może!
Boże Wszechmogący! Święty, mocny Boże!
Jezus Maryja! Jak strasznie krwią broczysz...
Stoję i milczę. Mówią moje oczy.
Złączyła nas Sprawa! Pamiętasz?
W upalną noc czerwcową
miałam pójść na ów cmentarz
po twoje słowo.
Niebo wyległo nad nami gwiazd złocistą giełdą.
Po grobach pełzały niewiadome kwiaty.
Podałam twoje pseudo.
Szło o broń. Pamiętasz?
Szło o te granaty.


Tak się zaczęło...
Byłeś komendantem. Byłeś duszą Sprawy i ognia zarzewiem.
Kochałam wraz z tobą nasze święte Dzieło.
Kim byłeś? Im powiedzieć? Ja nie wiem. Nic nie wiem.
Niech pytają lasów i ścieżek błotnistych,
sobaczych dróg i nocy gwieździstych.
Niech pytają o ciebie Czarny komendancie!
Niech pytają, jak walczą polscy partyzanci!
Tam w lesie znajdą wszystko. Trop, słowo po słowie.
Po co mnie mają pytać? Ja nic nie odpowiem.


Stoję i milczę. Oczy szeroko rozwarte
patrzą prosto, po męsku - w twarz kredowo białą...
Ręce twoje obwisły, wykręcone, martwe...
Krwi kropli w twojej twarzy bladej nie zostało.
No tak. Najstraszniejsze, choć oczekiwane,
zwaliło się na serce jak głaz, jak lawina...
Czarny komendancie! Jedyny... kochany...
Cierpi we mnie wszystko: żołnierz i dziewczyna!


Pamiętam, jak w deszcz, w błoto mknę rowerem.
O sobie pomyślę kiedyś, innym razem...
Jesteś komendantem, ja twoim kurierem,
więc jako twój żołnierz pędzę z twym rozkazem.
O miłości nie było mowy między nami.
Zawsze pośpiech. Rozkaz Kraków-Sącz-Warszawa.
Pamiętasz? Raz, tam w lesie, gwiazdy i my sami...
lecz i wtedy z nami była nasza Sprawa.
Kiedyś, może kiedyś..., gdy będzie po wojnie,
gdy ziemia zaszumi łanem zbóż leniwie,
zapatrzeni w siebie, nieziemsko szczęśliwi...
Dziś? prędko - zaraz - pośpiech - rozkaz! Zrozumiano?
Rower, pociąg czy pieszo: Sącz-Tarnów-Warszawa.
Żołnierzem jestem czy też ukochaną?
Cicho, serce! Sprawa! Nasza święta Sprawa!


Stoję i milczę.
Widzę oczy twoje, niezwyciężone, drwiące,
dumne, dzikie, harde.
Wiem, co oczy twoje powiedzieć mi mogą:
"Nie płacz! Nie bądź babą!
Ja mam ciało twarde.
Niech boli, nie sypnę nikogo!"


Dobrze. Rozumiem. Mam też twarde ciało.
Łzy babskie? Ach nonsens!
Nie zadrży powieka.
Patrzę w oczy wroga odważnie i śmiało:
"Nie znam tego człowieka".