Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noc. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2011

Nocą.

Lubię noc, noc ciemną, czarną, granatową, bezksiężycową i tą, którą rozświetla blask księżyca, świecącego jak wielka lampa. Lubię noc zimową, jasną i gęstą śniegiem, burzą śnieżną, zamiecią i noc spokojną, mroźną. Lubię noc letnią, ciepłą, gdy leżąc na łóżku okryta prześcieradłem, przyglądam się gwiazdom przez okno albo gdy wtulam nos w siano czy układam się do snu w śpiworze w namiocie lub pod chmurką. Lubię noc... wypełnioną stukotem i gwizdem pociągu, który gdzieś spieszy się... może nad morze? Lubię noc z szumem drzew i mgłą unoszącą się nad jeziorem, noc rozgwieżdżoną i wietrzną. Lubię, gdy ciemność kołysze mnie na nocy skrzydłach, choć czasem dreszcz wstrząsa moim ciałem, gdy lęki nocą wracają. Lubię otulić się nocą, usiąść nad wodą, która faluje, marszczy się, błyszczy. Lubię noc wilgotną, ziemią pachnącą i lasem sosnowym. Nocą rozmowy są inne, ludzie stają się inni, a z mroku wyłania się wszystko to, co dzień jasny skrywa. Burze nocą też inaczej wyglądają... kolory na ciemnym tle nieba... Błyska się w oddali... żółto-pomarańczowy słup przeciął niebo... Piękny. Idę na balkon popatrzeć.

13 listopada 2010

Nocą ciemną.

Nie spałam w nocy. Znowu i niby jak zwykle... Niby. Nie mogłam znaleźć nawet dogodnej pozycji do leżenia. Na plecach nie lubię i leżę tylko wtedy gdy muszę. Na prawym boku niewygodnie, na lewym jeszcze bardziej, we wszelkich tych kombinacjach też nie za dobrze, na brzuchu również, wciąż za gorąco, to za zimno, to duszno... Uhhh jak mi niewygodnie było tej nocy z własnym ciałem. Wciąż odwracałam kołdrę, to strzepywałam poduszkę, to siadałam, to się kładłam, w końcu już zmęczona tym wszystkim, poszłam do łazienki. Zatkałam odpływ we wannie i puściłam wodę z prysznica... Ciepła woda ściekała mi po plecach, po włosach, które zaczęły się plątać i zwijać, jak zwykle, gdy są mokre. A kiedy zaczęła ściekać mi twarzy, poczułam jak z oczu wypływają dwa strumyczki. Jak bardzo chciało mi się płakać... Podkurczyłam tylko nogi, objęłam je ramionami i tak siedziałam, aż wanna wypełniła się wodą i woda zupełnie wystygła... 

Ubrałam się, posiedziałam sobie na blacie w kuchni, patrząc w okno, za którym wiatr szarpał cieniami nagich drzew. Tafla wody zmatowiała i tylko widać było na niej ciemniejsze sylwetki drzew. Drzewa... pełno ich nad tą wodą i wokół, ale tej nocy wyglądały, jakby zamiast bezlistnych gałęzi miały kikuty... Wiatr hałasował, szumiał, hulał, jakby coś był smutny i zły... Uchyliłam okno i słuchałam, jakbym próbowała z szumu wyłowić jakiś głos, jakieś dźwięki.


Poszłam się położyć, ale nadal mi było ze sobą niewygodnie. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w uśpiony świat za oknem, czując jak mnie boli gdzieś w środku. Czy dusza może boleć? Ukłuło mnie coś w środku, poczułam niepokój, nawet rozejrzałam się po pokoju, ale tylko cienie tańczyły na ścianach swój codzienny wieczorny taniec. Czekałam sobie na świt z jakimś niespokojnych uczuciem w duszy... 


Czasem chciałabym być nieczuła, pozbawiona empatii, niewrażliwa na ludzi i ich emocje... Chciałabym czasem nie wyczuwać... Chciałabym czasem nie mieć przeczuć, nie śnić snów proroczych... Czasem chciałabym się normalnie położyć do łóżka, zasnąć i przespać noc całą. 


Poplątane są losy ludzkie, poplątane są ludzkie ścieżki... Nocą ciemną mogę bardziej je zrozumieć.