14 czerwca 2011

Deser.

miejsce: podwórko przed domem mojej przyjaciółki Pe.
osoby: CzG, Pe, mąż Pe

"Nie można tkwić uparcie w swoim kącie Lasu, czekając aż inni do nas przyjdą. Czasem trzeba pójść do nich. - Kubuś Puchatek :)

Powyższy cytat, zresztą jeden z moich ulubionych, przypomniał mi się ostatnio podczas rozmowy z Pe.

CzG: Wiesz, byłam ostatnio z M. w lesie na spacerze.

Pe: Jak to w lesie? Oszalałaś?

CzG: Normalnie. Gorąco było, słonko grzało. Zachciało nam się jakiejś natury, w sumie to bardziej mi, bo jakoś nie miałam ochoty siedzieć w pomieszczeniu bez klimatyzacji, umierać z gorąca nad kolejną kawą, a w aucie to tak głupio byłoby siedzieć i rozmawiać, mimo że auto owo spełniało wszelkie moje wyobrażenia o porządnym samochodzie, tak z zewnątrz, jak w środku. I kolor też miało odpowiedni. Czarny ma się rozumieć.

Pe: Ale co ci wpadło do głowy, aby robić sobie wycieczkę do lasu?

CzG: Tak jakoś. Spontanicznie. Zresztą tam w stronę J., jak sie jedzie na T. są świetne tereny, cisza, spokój, ładny las na spacer. No to sobie pojechaliśmy.

Pe: Wariatka. Z obcym facetem.

CzG: Już nie był obcy.

Pe: Ale przecież go nie znałaś. Nie bałaś się?

CzG: A czego? Fakt, znałam go tylko trochę, teraz trochę bardziej niż trochę, ale wiesz, to nie jest jakiś pokręcony psychol, który pochlastałby mnie nożem, zapakował w foliowy worek, wrzucił do bagażnika, a potem wyrzucił do jakiegoś jeziorka czy innego bagienka.

Pe: Przecież byłaś z nim tam sama...

CzG: Niezupełnie. Obok była wioska. Nawet dwie. Wciąż chodzili jacyś ludzie. No i robaczki też chodziły, i latały. Ten las był naprawdę ładny. Można było w spokoju pogadać.

Pe: Ale przecież on mógł, no wiesz... Byłaś z nim tam sama.

CzG: Co? Rzucić się w szale miłosnym na mnie? Eeee... prędzej to on się był powinien obawiać, że ja się rzucę na niego. I schrupię go na deser. A nie, na deser to była... Nie zaraz, czekolada to była przystawka. Danie główne stanowiły woda mineralna i truskawki. Na deser... no w sumie M. mógł stanowić coś w rodzaju deseru.

mąż Pe: Może ty się w wampirzycę zamieniasz? Pokaż zęby.

Pe: Jesteście niemożliwi. Oboje.

mąż Pe: To w końcu był ten deser?

CzG: Był.

mąż Pe: A co było? On?

CzG patrzy na Pe, Pe patrzy na CzG i wybuchają śmiechem.

CzG: Nie. Sen.

4 komentarze:

  1. Czyli jaki był deser, bo również się zgubiłem ;]
    Czekolada czy gruszka ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. Pe musi się udać natychmiast do psychologa, reaguje przesadnie......oraz-mam nadzieję, że było pysznie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Love, Pe po prostu bardzo dobrze mnie zna i po prostu, a także dlatego się o mnie marwti ;)
    Tak tak... było smacznie ;)

    OdpowiedzUsuń