4 września 2013

Nomada.

Czy człowiek, który żyje jak nomada, lubi tak żyć, może nagle zapragnąć stabilizacji? Może czas pomyśleć o tym, aby zamieszkać trochę dłużej w jednym miejscu i przestać żyć na walizkach? Chyba można być w ciągłym ruchu i wieść w miarę ustabilizowane życie bez ciągłej wędrówki z miejsca na miejsce? 

Jestem typem nomady. Przyznam, że nie mam pojęcia skąd to się wzięło. Odkąd dorosłam, żyję na walizkach. Jedynie z konieczności wprowadzałam jako taką stabilizację, lecz przez cały czas i tak próbowałam od niej uciec. Z jednej strony zaczynam być już powoli zmęczona własnym nomadyzmem, a z drugiej - trudno mi sobie wyobrazić siebie, która wytrzymuje długo w jednym miejscu. Może po prostu powinnam stworzyć sobie dom? 

Miejsce powrotu i własne cztery ściany posiadam, ale to nie jest dom. Dom zaczyna być i jest tam, gdzie jest on. Tylko że ja nie wiem jeszcze jak pogodzić dom i dach nad głową, żeby jedno stało się drugim. Oczywiście znam zwyczajowe formy tego godzenia typu małżeństwo, wspólne zamieszkanie, itp. itd. W tym przypadku żadna z tych form nie jest w tej chwili bądź w ogóle odpowiednia z różnych względów, ale o tym innym razem.

Od lat zawsze uciekam i zwykle wracam. Czasem się boję, że będąc z nim, po prostu go skrzywdzę. Dzieląca nas odległość, z powodu mojej pracy, przybrała formę na kształt mojej ucieczki i odsuwania się od ludzi, kiedy potrzeba mi własnych chwil samotności. I chyba pierwszy raz w życiu nie mam ochoty być daleko. 

Rozmawialiśmy. Miotałam się ostatnio okropnie w tym, czego chcę, co powinnam zrobić, co pięć minut dosłownie zmieniałam zdanie. Zaczynałam wymyślać, co zrobię później ze swoim życiem. W końcu on mnie pyta, czego tak naprawdę chcę, a ja mogąc odpowiedzieć cokolwiek, mówię właśnie, że nie chcę być daleko od niego. 

Nie jest łatwo ze mną żyć. Czasem się zastanawiam nad tym, ile on zniesie. Czy wytrzyma? 

Boję się, że nie będę potrafiła żyć inaczej, że nie znajdę sposobu, aby sprzeczności stopić w jedno. Jak osiągnąć stabilizację i nie przestać być wędrowcem? Jak nie zmieniać swojego trybu życia w osiadły, aby osiągnąć stabilizację? 

Może jeśli człowiek znajdzie stały punkt lub kilka takich punktów...? Może dom zbudowany pomiędzy ludźmi, dom z uczuć, myśli, bliskości, zamiast z cegieł i desek byłby właściwym punktem dla nomady? 

6 komentarzy:

  1. Tak mądrze napisałaś,uczucia,myśli,bliskość...to jest ważne.
    Ja, czytając Twoje posty,to co się z Tobą dzieje...osobiście bardzo cieszę się, że masz motyle w brzuchu.
    On ofiaruje Ci coś bardzo cennego,nie możesz Go skrzywdzić,nie pozwól sobie na to.
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... zupełnie tego nie planowałam, nie szukałam, nawet nie chciałam, zawsze się bałam, a teraz, gdy się dzieje... jestem po prostu szczęśliwa. Niestety zbyt wielu ludziom to przeszkadza i nie potrafią zrozumieć, że jak on ze mną, a ja z nim.

      Ta relacja jest naprawdę trudna i oboje płacimy wysoką cenę za nią, ale żadne z nas nie chce z niej zrezygnować.

      Usuń
  2. Miałam podobnie: kiedy odpuściłam, nie liczyłam na pojawienie się, sadziłam, że nie może mnie spotkać - pojawiło się, choć nie jak grom z jasnego nieba. I choć nie było młodzieńczego idealizowania, po szczeniacku wpadłam jak śliwka w kompot. Rzuciłam się jak w ogień, jak w głęboką wodę mając głęboko w nosie rozsadek, opinię otoczenia i wszystko inne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie i ja mam podobnie. zero idealizowania, wręcz wypatrywanie kłopotów, pewność, że to się w ogóle nie uda, że po tygodniu się skończy itp. itd. a trwa na przekór otoczeniu, zdrowemu rozsądkowi, logice i wszystkiemu.

      Usuń