7 stycznia 2010

Księżniczka i Mag - przed podróżą.

Księżniczka jak każda prawdziwa księżniczka miała swój zamek. Kiedy była małą dziewczynką mieszkała w nim wraz ze swoimi rodzicami, siostrami i braćmi. Stopniowo zamek opuszczali bracia i siostry, przenosząc się w inne miejsca i zakładając swoje rodziny. Mimo że Księżniczka nie była chowana pod kloszem, nie znała za bardzo życia. Była młoda i naiwna. Spędzała czas z rówieśnikami, rodzice dbali o jej edukację.

Młoda Księżniczka nie była grzeczną, ułożoną dziewczynką. Wymykała się z zamku, robiła psikusy służbie. Wciąż wtłaczano jej do głowy, że dziewczynka nie powinna tak się zachowywać. Miała być miła, grzeczna, ładnie gładko uczesana, czysto i pięknie ubrana, a już Księżniczka to powinna wyglądać jak laleczka. Początkowo Księżniczka się buntowała, ale kiedy zaczęła dorastać, zauważyła, że pannami wokół interesują się chłopcy, a nią nikt jakoś zainteresować się nie chciał. Dlatego Księżniczka postanowiła się zmienić i dostosować do norm społecznych. Chciała być kobieca. Wokół panowało przekonanie, że prawdziwie kobieca kobieta dba o wygląd, chce podobać się mężczyźnie, nawet jak jest mądra to tego aż tak bardzo nie okazuje, jest słabsza fizycznie od mężczyzny, którego powinna słuchać, bo mężczyźni są mądrzejsi, kobieta jest słabą istotą i tylko życie razem z mężczyzną i założenie rodziny są czymś najlepszym dla Księżniczki.
Muszę tu dodać, że rodzice Księżniczki byli postępowi bardzo, żyli w związku partnerskim, ale Księżniczka wtedy jeszcze nie dostrzegała tego, myśląc w kółko tylko o tym, co by tu zrobić, aby zainteresował się nią jakiś książę.

Niestety, nawet księżniczkom nie żyje się jak w bajce. Księżniczka ledwie zdążyła osiągnąć pełnoletność i zaczęła wchodzić w dorosłe życie, straciła oboje rodziców. Została sama. Wokół mówiono jej, że powinna poszukać sobie kandydata na męża. Księżniczka za bardzo nie wiedziała, jak to zrobić. Co rano siadała w oknie najwyższej wieży, ładnie ubrana i uczesana, wyglądała przez okno, czekając na księcia. Przyjeżdżali pod jej zamek i baronowie, i hrabiowie, i książęta, nawet królowie. Jedni byli odprawani zanim wjechali nawet na dziedziniec zamku, a z innymi Księżniczka spotykała się podczas obiadów i na balach. Jednak żaden z mężczyzn, ubiegających się o jej rękę, nie przypadł jej do gustu, bo... żadnego nie pokochała. Księżniczka wierzyła w miłość, w miłość od pierwszego wejrzenia, w miłość po grób.

Długo czekała, ale nie mogła się zakochać. Pewnego dnia, kiedy tak siedziała w oknie, pomyślała, że zaprosi do swojego zamku pierwszego mężczyznę, który się nią zainteresuje. Niedługo potem Księżniczka spotkała mężczyznę. Ani za bardzo nie podobał się jej fizycznie, ani też nie czuła, aby jej serce mocniej biło, ani też za bardzo nie kleiła im się rozmowa. Jednak Księżniczka pomyślała, że może wcale tej miłości nie spotkać, skoro tak długo jej nie udało się znaleźć księcia.

Mężczyzna był chytry, przebiegły. Chciał usidlić Księżniczkę i zdobyć jej zamek. Chciał zatrudnić się na etacie księcia w zamku Księżniczki, a Księżniczka miała mu usługiwać. Takiego było pragnienie owego mężczyzny, który próbował kreować się na Myśliciela, a w rzeczywistości był jedynie oszustem, chamem. Oszust starał się rozkochać w sobie Księżniczkę. Robił jej prezenty, często ją odwiedział, zapraszał na wycieczki. Robił tylko to, co ona lubiła. W końcu zaprosił ją zimą na wycieczkę w góry i oświadczył się jej. Księżniczka przyjęła oświadczyny, ale tylko dlatego, że wciąż miała w pamięci ludzkie słowa - że kobieta bez mężczyzny jest niczym, zginie marnie, nie poradzi sobie. Księżniczka nie kochała Oszusta, ale myślała, że będzie dla niej dobry.

Po powrocie z gór Oszust wprowadził się do zamku. Jak tylko to uczynił, zaraz zaczął się panoszyć po całym zamku. Za plecami Księżniczki pozwalniał służbę, gnębił poddanych, a Księżniczkę zaczął urabiać tak, że dość szybko dziewczyna zaczęła mu usługiwać, nadskakiwać mu w obawie, aby jej nie zostawił. Oszust wmówił jej, że nikt poza nim jej nie zechce, bo jest taka szpetna, głupia, niezdarna i powinna się cieszyć, że on ją w ogóle zechciał za żonę. Księżniczka patrzyła na siebie tylko oczami Oszusta. Przestała się uśmiechać. Gasła w niej radość życia.

Po pewnym czasie Księżniczka czuła się coraz słabsza, zmęczona i nieszczęśliwa. Miłość powinna uskrzydlać, a ona z dnia na dzień była załamana i nie chciało się jej żyć. Pewnego dnia, gdy gburowaty Oszust siedział, bujając się na krześle, w Księżniczce obudziła się dawna księżniczka, więc ze złością kopnęła w nogę krzesła i Oszust zwalił się na ziemię. Księżniczka zaczęła na niego wrzeszczeć, rzucała w niego wszystkim, co wpadło jej w rękę. Miała dość i chciała wyrzucić go z zamku. Oszust dopiero odkrył wszystkie karty. Rzucił się na Księżniczkę z pięściami, jednak ona nie ustąpiła. Wyrzuciła Oszusta na zbity pysk. Kiedy to zrobiła, poczuła, jakby zdjęła sobie z pleców ogromny ciężar.

Księżniczka postanowiła, że koniecznie musi poznać prawdziwe życie, ludzi, nauczyć się obserwacji i życia. Ufna we własne siły położyła się spać, aby następnego dnia wyruszyć w drogę.





2 komentarze:

  1. Istnieje pewna naturalna kolej: na początku jest się pustym naczyniem, które w marę upływu czasu napełnia się kolejnymi doświadczeniami. Księżniczka przeszła etap, który musiał się wydarzyć, by jej wiedza wzrosła. Nie ma innej drogi...
    Przynajmniej ja innej nie znam.
    Dlatego zawsze trzeba iść do przodu, i szukać:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak madame, taka jest kolej rzeczy, że człowiek się uczy i poznaje. Ja również nie znam innej drogi. Trzeba szukać, działać, bo właściwie mało co samo przychodzi, a to co samo przychodzi niekoniecznie musi stanowić wartość.

    OdpowiedzUsuń