24 maja 2011

Woda.

Nie pamiętam swojego pierwszego spotkania z wodą. To było tak dawno dawno temu... Jednak nie zawsze czułam się w tej wodzie jak ryba, dobrze i przyjemnie. Jak byłam mała nie lubiłam za bardzo kąpieli w wannie, zwłaszcza gdy myto mi głowę i woda leciała mi do oczu - szczypało mnie, bolało i miałam wrażenie, że się utopię. Jednak dość szybko rodzice znaleźli odpowiedni sposób na ten dyskomfort, a ja znów uwielbiałam długo taplać się w wannie.

Zanim poszłam do szkoły, chciałam się nauczyć pływać. Początkowo było wszystko w porządku. Gdy poszłam do szkoły, przydzielono mnie do klasy bez moich koleżanek z podwórka i z przedszkola. Do mojej klasy chodziła córka mojej nauczycielki pływania. Owa panienka, pupilka wychowawczyni, nie przepadała za mną, kłamała wychowawczyni, że ją biję, szczypię i inne takie. W efekcie codziennie wracałam do domu z co najmniej jedną uwagą w dzienniczku... uwagą za nic. Matka tej panny przestała mnie normalnie traktować na zajęciach. Jednego razu, niewiele brakowało, abym się utopiła. Nie pływałam jeszcze najlepiej... i gdyby nie pan ratownik... Więcej na basen nie poszłam, zaczęłam bać się wody i kompletnie straciłam umiejętność utrzymywania się na wodzie. Klasę zmieniłam również - na klasę ze wspaniałą wychowawczynią i z moimi koleżankami.

Gdy nadeszły wakacje, ojciec zabrał mnie ze sobą na wodę właśnie. Do dziś pamiętam jak bardzo się bałam tego, że mogę wpaść do wody. Jednak stopniowo oswajałam się z pływaniem po wodzie, z poruszaniem się na tym wszystkim, co pływa - od kajaku do statku.

Kiedy miałam 12 lat czułam się na wodzie pewnie, przyjemnie. Pewnego wieczoru włożyłam kostium kąpielowy i weszłam do wody. Stałam sobie zanurzona po szyję i patrzyłam na poruszające się na wietrze trzciny. Nie wiem, ile czasu tak spędziłam. Postanowiłam, że następnego dnia spróbuję przypomnieć sobie, jak się pływa. Tamtego roku, gdy tylko miałam możliwość, aby na spokojnie w wodzie poprzebywać, próbowałam nawiązać z nią tą więź, którą miałam kiedyś. Znów chciałam poczuć się dobrze w wodzie, a nie tylko na wodzie.

W kolejnym roku oprócz długiego rejsu, nadarzył się wyjazd nad morze - na kolonie. Kolonie same w sobie to była średnia sprawa, ale dało się żyć, może dlatego że wylądowałam zupełnym przypadkiem w grupie z 16 i 17-latkami. Tak tak, tacy też na kolonie jeździli ;) Dzięki temu miałam większy komfort morskich kąpieli, bo nie traktowano nas tak, jak tych grup w moim przedziale wiekowym. Zupełnie się wtedy rozluźniła i odkryłam, że potrafię pływać, i że sprawia mi to niesamowitą przyjemność.

Woda mnie uspokaja. Woda mnie wycisza. Woda daje mi niesamowity zastrzyk energetyczny. Mogę godzinami się w niej moczyć, mieszać się z nią, pływać po niej, wpatrywać się w nią. Uwielbiam wiosną i latem, gdy ciepły deszcz wsiąka w moje włosy, a ja moknę... aż do samej skóry. Basenów, jak już to kiedyś napisałam, nie znoszę, wręcz się ich brzydzę (no chyba że miałabym swój własny prywatny, ale tego mój budżet w najbliższej przyszłości nie przewiduje).
Wszelkie łódki, kajaki, statki... czuję się na nich wspaniale i do tej pory nie wiem, czym jest choroba morska, nawet w czasie dużego sztormu. Kołysanie sprawia mi ogromną przyjemność i sprawia, że dobrze śpię. Właściwie to ja mogłabym mieszkać na barce. Być może te moje wodne ciągoty odziedziczyłam w genach po ojcu marynarzu.

"W całym świecie nie ma nic słabszego i bardziej uległego niż woda. Ale w sposobie, w jaki atakuje twarde i silne, nic nie może się z nią równać." (chiński myśliciel - Daodejing)


ps. Właśnie woda leje się z nieba ;)

33 komentarze:

  1. Zgadzam się co do joty a propos właściwości wody :)
    Z moich wspomnień - nikt nie podtapiał się tak często jak ja - cudem było utrzymać się na wodzie przez 3 minuty :D
    Teraz: nie pływam w żadnym stylu, a jednak pływam (po swojemu) i uwielbiam to...
    A wracając z wykładu mokre krople rozbijały się na moich ramionach...
    Dobrego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Granato, ja zanim na nowo nauczyłam się pływać, raz jeden zostałam wrzucona do wody... na szczęście płytko było.

    Ważne, że dajesz radę utrzymać się na wodzie i pływasz, a styl... może lepiej zostawić go zawodowcom ;)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Choco, pamiętaj że z wody wyszłaś, dlatego możesz nie pamiętać pierwszego zetknięcia,
    również dlatego woda działa tak kojąco ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ;] kto mnie nauczy pływać?

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak Hadesie. Na studiach pisałam pracę na temat motywu wody w kulturze i sztuce, więc się o to też obiło ;)
    Ja w wodzie czuję się po prostu bezpiecznie :)

    We Wdzydzach Kiszewskich jest takie miejsce nad jeziorem, które uwielbiam i ja tam mogę w wodzie godzinami stać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kim, przecież obiecałem że Ciebie nauczę ;)

    Choco, we Wdzydzach byłem ino raz, ale po co mam jeździć, skoro nad swoim czuję się cudowanie i za chwilę tam jadę ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Kimi, toż to żaden kłopot, o ile się wody nie boisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hadesie, bo wszędzie dobrze, ale na swoim najlepiej ;)

    Ja raczej nie mam takiej możliwości, no chyba że podczas rejsów czy innych wypadów.

    OdpowiedzUsuń
  9. HaDeS ;] skąd ja mam wiedzieć kiedy Ty żartujesz kiedy nie ;] więc nie pozostaje mi nic innego jak patrzeć na Ciebie przez me paliczki ;]

    OdpowiedzUsuń
  10. wody się nie boje, nawet umiem wejść do wody po głowę, z otwartymi oczami zanurkować- ale nie umiem wypłynąć na powierzchnię i machać tymi kończynami ;]

    OdpowiedzUsuń
  11. Choco ;] w takim razie możesz mi już szykować katafalk i urnę ;] mój koniec już bliski ;]
    zapewne drań mnie podtopi i będzie się napajał mego żywota końcem ;]

    OdpowiedzUsuń
  12. Kimi, no to już z górki pójdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapewne ;]
    A wszystkie Twoje dzieła, odsprzedam z zyskiem buahahaha

    OdpowiedzUsuń
  14. Kimi, a kto go później będzie malował, aby mógł połechtać swoje ego, hę ;)?

    OdpowiedzUsuń
  15. ha ha ha jakiś idiota zawsze się znajdzie ;P

    OdpowiedzUsuń
  16. owinie sobie kogoś wokół paliczka swego i będzie miał kolejną potencjalną ofiarę, która wszystko łykać jak pelikan będzie co powie ;]

    OdpowiedzUsuń
  17. kimoniego kwiatu pół światu ;]

    OdpowiedzUsuń
  18. to jeszcze ten ktoś musi się dać tak zwinąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. pół to i może, ale kimonkowej pracowni ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. nie ma jak dobry felieton do kawy ;] ha ha ha

    OdpowiedzUsuń
  21. Drugiego takiego Kimona raczej nie da rady wyszukać, tak jak Czekolady z Gruszkami, bo jesteście wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju ;D

    OdpowiedzUsuń
  22. ha ha ha no i znów mamy dzień dobroci dla zwierząt ;]

    OdpowiedzUsuń
  23. Hadesie, czy Tobie coś się stało? ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Choco... to już trwa któryś dzień...
    chyba muszę JIM zaalarmować, że coś jest nie tak...

    OdpowiedzUsuń
  25. To zbawienny wpływ świeżego, wiejskiego powietrza.
    Woń gnojowicy uderzyła mi do głowy ;D

    OdpowiedzUsuń
  26. ;P miejmy nadzieje, że to tylko to ;]
    i powrócisz do swej świetlanej formy ;P

    OdpowiedzUsuń
  27. znaczy to świeże powietrze itd.;)?

    OdpowiedzUsuń